Newsletter

Zostaw adres e-mail, aby śledzić najważniejsze trendy.

Ludzie28 lipca 2017

Transmisja 24/7 z Twojego prywatnego życia

Social trend

W kwietniu ubiegłego roku na blogu napisałem tekst pt. „The future will be live-streamed„. Podkreślałem w nim dynamikę wzrostu ilości treści video publikowanych w internecie oraz rozwinięcie tego trendu o coraz popularniejszy live streaming. Z perspektywy czasu artykuł ten nie stracił zupełnie na swej aktualności. Co więcej, był dobrą zapowiedzią tego, z czym mamy do czynienia dziś – streamowaniem dosłownie wszystkiego. Od programów informacyjno-publicystycznych (choćby najlepszy polski przykład – Onet Rano) poprzez publikowanie live przez użytkowników ciekawych wydarzeń w ich życiu (mecze, koncerty, relacje z podróży itp. – liczy się, by publikacja oddawała ducha „tu i teraz”) po coś zupełnie nowego – transmitowanie… całego życia w trybie 24/7.

Pokłosiem szybkiego spopularyzowania transmisji live przez Facebook, Instagram, Periscope czy Youtube jest powstanie chociażby projektu LifeStream, którego twórcą i właścicielem jest serwis streamingowy dla dorosłych Camsoda. To ostatnie nie powinno nikogo dziwić, gdyż niepisaną regułą stało się, że to właśnie branża adults jako pierwsza najczęściej adaptuje, lub chociaż testuje, najnowsze technologie (inny przykład to szybka komercjalizacja technologii Virtual Reality). Platforma, kontrowersyjna już z uwagi na jej twórców (zostaliście ostrzeżeni!) za cel stawia sobie transmitowanie w trybie ciągłym codziennego życia przypadkowych, choć uprzednio zweryfikowanych, użytkowników, bez konkretnych założeń, celów lub zadań do zrealizowania. 

Najciekawsze są jednak świadczenia, jakie otrzymują lifestreamerzy w zamian za współpracę z platformą. LifeStream oferuje im 200$ miesięcznie, opłacenie rachunków za internet oraz 3 kamerki video, umożliwiające prowadzenie transmisji. Trzeba przyznać, że kiepska to oferta, szczególnie, gdy mówimy o nieograniczonym dostępie do prywatności „podglądanych”. Jedyny moment, gdy twórca może zniknąć sprzed kamer będąc w domu, to czas na toaletę, choć niektórzy transmitują również swoją kąpiel. Sen oczywiście także. Serwis nie ma problemu ze znajdywaniem chętnych, wyrażających zgodę na taki układ. Na tę chwilę do projektu przystąpiło kilkanaście osób, z których większość transmituje treści w 100% SFW, włączając w to zabawy z kotem lub prezentowanie modowych stylizacji live(!). Jak twierdzą twórcy, oferta live streamingu codziennego życia „typowych Kowalskich” to odpowiedź zarówno na prośby ich samych – wielu streamerów nie chce rozbierać się przed kamerami, a chce transmitować w sposób ciągły, jak i reakcja na wyniki wewnętrznego badania. Wyniknęło z niego, że widzowie i użytkownicy platformy chcą oglądać w internecie innych, o każdej porze dnia i nocy, bez reżyserowania. Podglądanie przechodzi z offline’u do sieci.

Co to oznacza i co się zmienia? Na przestrzeni ostatnich lat bardzo dużo mówi się o wzroście ingerencji w nasze prywatne życie – zarówno online (gromadzenie danych wrażliwych, choćby przez gigantów z grupy FAANG), jak i offline (kamery przemysłowe i monitoring są wszechobecne). Coraz częściej jednak sami tworzymy ku temu okazje, zapraszając do naszej prywatnej przestrzeni zupełnie obcych ludzi, wykorzystując do tego internet. To zjawisko postępuje i będzie nabierało na sile. Pokusa bywa silniejsza od chłodnej kalkulacji ewentualnych zysków i strat. 

Pamiętacie postać Leopoldo, przeciętnego włoskiego urzędnika (w tej roli Roberto Benigni) i jego surrealistyczną historię w filmie „Zakochani w Rzymie” Woody’ego Allena? Leopoldo w ekspresowym tempie i zupełnie niespodziewanie stał się celebrytą, jednak równie szybko ten status utracił. Rosnąca popularność serwisów live streamingowych może sprzyjać pojawianiu się takich właśnie celebryckich „komet”, w końcu każdy miał obiecane swoje 15 minut sławy w życiu…

W tym miejscu zasadnym zdaje się być pytanie, jak wiele jesteśmy w stanie robić, by choć chwilę czuć się adorowanym przez rzeszę ludzi? Wygląda na to, że coraz więcej, jednocześnie nie zdając sobie w pełni sprawy z negatywnych tego konsekwencji. Choć ciekawość szczegółów życia innych leży w ludzkiej naturze od zarania dziejów, dziś nad podziw łatwo i naturalnie przychodzi nam utrata własnej prywatności. Dzieje się to za naszym przyzwoleniem, w dodatku oddajemy ją za bezcen. 

Platforma LifeStream mogłaby być, moim zdaniem, ciekawym projektem eksperymentalnym, jednak tak nie jest, it’s real. Następstwem rozwoju podobnych inicjatyw (a przewiduję, że tak właśnie się stanie) będzie w niedalekiej przyszłości zainteresowanie nimi ze strony globalnych marek. Firmy jak powietrza potrzebują danych i precyzyjnych insightów na temat codziennego życia klientów. My, jako konsumenci, te informacje generujemy w naturalny sposób, choć zwykle nie zdajemy sobie sprawy z ich ogromnej wartości dla marek. Teraz ktoś, czytaj: właściciele LifeStream, powiedzieli wprost – dajcie nam swoją prywatność, pozwólcie nam ją analizować, a wnioski redystrybuować odpłatnie innym. My w zamian za to damy Wam darmowy internet i 200 USD – na otarcie łez po resztce tego, co do tej pory w Waszym życiu nieodkryte i w dalszym ciągu nie dość dobrze przebadane. The future will be live-streamed and deprived of privacy.

  • bazyllia

    organicznie nie rozumiem potrzeby dzielenia się sobą, swoim życiem, codziennością. wrzucania selfie, kręcenia livów na fejsie, instagramie, czy jutubie. odczytuję to jako objaw narcyzmu/niedojrzałości/problemów emocjonalnych. ale jaką trzeba mieć pustkę w głowie, rozchwiane emocje, niską samoocenę, żeby to oglądać? tak bezsensownie i bezproduktywnie tracić czas. unbelievable.

Polityka prywatności

Strona wykorzystuje pliki cookies w celach wyłącznie statystycznych. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies.